Top
jak-wyglada-sesja-na-studiach-w-wielkiej-brytanii

Dlaczego angielska sesja wcale nie jest taka zła

Zacznę od tego, że wszystko co wiem o sesji na studiach w Wielkiej Brytanii pochodzi z mojego własnego doświadczenia. Tym samym nie mogę obiecać, że tak samo jest na innych uczelniach, czy kierunkach. Z opowieści moich znajomych jednak wiem, że u nich to wygląda podobnie. A jak konkretnie? Przede wszystkim ZUPEŁNIE inaczej niż na studiach w Polsce.

Przez to, że nigdy nie studiowałam w Polsce, nie wiem czym się różni kolokwium od egzaminu, i czy w ogóle czymś się różni. Nie mam także kartkówek, ani żadnego odpytywania w postaci odpowiedzi ustnej. Dwa razy w roku akademickim mam jednak trochę bardziej gorący okres, w którym sprawdzana jest moja wiedza, a także czasami moje umiejętności. Stąd sama zaczęłam określać ten czas „sesją”, mimo że nie znam żadnego angielskiego słówka, które byłoby odpowiednikiem polskiej sesji. Nigdy też nie słyszałam takiego od moich kolegów i koleżanek Anglików.

 

W ogóle i w szczególe

 

Jak już kiedyś wspominałam, w ciągu całego roku akademickiego mam zaledwie cztery różne przedmioty. Co automatycznie oznacza, że wszystkich egzaminów mam dużo mniej niż bym miała, gdybym studiowała w Polsce. W tym roku, z każdego przedmiotu mam półtorej godziny wykładu i jedną godzinę seminarium.

 

Dodatkowo, z dwóch przedmiotów mam półtorej godziny ćwiczeń. Na seminariach grupy są małe, istnieje więc duże prawdopodobieństwo, że zostanie się poproszonym do wzięcia udziału w dyskusji. Na tych zajęciach, prawie każdy ma swoje 5 minut. I fakt, nie dostajemy za to oceny, ale dla własnego komfortu psychicznego lepiej się wcześniej dobrze przygotować.

 

Poza tym, z każdego przedmiotu jesteśmy oceniani dwa razy w ciągu roku akademickiego. Raz pod koniec I semestru, i drugi raz pod koniec roku. Nie zawsze są to egzaminy. Czasami jest to praca do napisania na ileś tam słów, czasami prezentacja, a czasami moot, czyli inscenizacja rozprawy sądowej.

 

jak wygląda sesja na studiach w Wielkiej Brytanii

 

Praca na zaliczenie: esej lub kazus

 

Zazwyczaj na koniec I semestru, dostajemy za zadanie napisanie pracy na około 2000 słów. Czasami jest to mniej, czasami więcej. Zawsze dostajemy określony limit słów, którego przekroczenie grozi obniżeniem oceny. Pamiętacie tę dziwną zasadę na egzaminie gimnazjalnym lub maturze? No właśnie. Ona rzeczywiście obowiązuje! Można oczywiście napisać mniej w granicach normy, ale wbrew pozorom nie jest to wcale takie łatwe.

 

Praca na zaliczenie może mieć jedną z dwóch form: esej lub problem prawny, który należy rozwiązać. Obydwie muszą zawierać wstęp i zakończenie. Różnią się jedynie „środkiem”. Esej przybiera formę wywodu na określony temat. Musimy w nim zawrzeć poglądy różnych prawnych autorytetów, najlepiej wtrącając w to krytyczne myślenie. Nigdy jednak nie możemy bezpośrednio napisać co sami sądzimy o sprawie.

 

Problem prawny zdecydowanie dużo bardziej sprawdza naszą znajomość prawa i zazwyczaj dotyczy tych tematów, o których wcześniej się uczyliśmy. Około 3 tygodnie przez wyznaczonym terminem oddania pracy, dostajemy krótki scenariusz sprawy. Naszym zadaniem jest doradzenie potencjalnemu klientowi z uwzględnieniem wszystkich kodeksów, precedensów i innych źródeł prawniczych.

 

Mimo tego, iż napisanie takie pracy wydaje się łatwiejsze niż napisanie egzaminu, to wcale takie nie jest. Po pierwsze, jest dużo surowiej oceniania, a po drugie egzaminy w Wielkiej Brytanii wyglądają trochę inaczej niż w Polsce. Z tego co mi wiadomo.

 

jak wygląda sesja na studiach w Wielkiej Brytanii

 

Egzaminy

 

Forma egzaminów jakie miałam jest zawsze dokładnie taka sama. Dostajemy zestaw pytań, przeważnie sześciu, z którego musimy wybrać trzy, na które chcemy odpowiedzieć. Pytania sprawdzają naszą wiedzę z całego roku akademickiego. Trzy z nich mają formę eseju, a trzy problemu prawnego. Tak, dokładnie. Nasze egzaminy to pisanie wypracowań, w którym oceniana jest nie tylko znajomość prawa, ale także gramatyka, słownictwo oraz stylistyka.

 

I teraz najlepsza, moja ulubiona część tego wszystkiego! Na napisanie trzech prac mamy zaledwie dwie i pół godziny! Wliczając w to przeczytanie samych pytań, chwilę na zastanowienie się nad odpowiedzią plus moment na ewentualne poprawki… nie zostaje wiele czasu. Trzeba więc przyjść naprawdę dobrze przygotowanym, gdyż nie ma ani chwili na dłuższe rozmyślania. Nie można też „strzelać” tak jak na testach z jedną poprawną odpowiedzią. Ani ściągać od innych, bo przecież całego wypracowania nie przepiszę. Z resztą, podczas egzaminu wszyscy jesteśmy podzieleni na małe grupki, których pilnuje co najmniej trzech wykładowców.

 

Jedyne co sprawia, że ten egzamin nie jest niemożliwy do zdania to fakt, iż jedno z tych sześciu pytań, jest nam wcześniej znane. Mamy więc jakiś tydzień lub dwa na przygotowanie sobie odpowiedzi do niego. Osobiście uczę się całego wypracowania na pamięć, po to, aby nie musieć się dodatkowo zastanawiać nad tym co uwzględnię w odpowiedzi na to konkretne pytanie. Inaczej nie wiem czy zdążyłabym z odpowiedzią na wszystkie trzy pytania.

 

Poradzilibyście sobie z angielską sesją?