Top
Maroko hit czy kit

Maroko – hit czy kit?

Nasza podróż do Maroka nie była szczególnie planowana. Podczas wybierania miejsca na wakacje, też nie byliśmy konkretnie nastawieni na ten kraj. Jedyne czym się kierowaliśmy to tym, żeby wybrać miejsce, w którym jeszcze nie byłam. A że od dziecka, dosyć sporo podróżowałam, to krąg mieliśmy zawężony.

Ale do rzeczy! Wakacje wykupiliśmy przez biuro podróży Itaka, już pod koniec grudnia 2016. Nie, nie dlatego że byliśmy tak bardzo zdecydowani na to miejsce. Po prostu było taniej. ;)

Maroko hit czy kit

 

Pierwsze wrażenie

Przylecieliśmy prawie tydzień temu, a tak się złożyło, że w tym roku czerwiec to miesiąc ramadanu. To znaczy, postu, w którym od wschodu do zachodu słońca nie można jeść, ani pić, przez co, jak się dowiedzieliśmy od naszego przewodnika, większość mieszkańców Maroka, cały dzień śpi. Za to po zmroku, całe miasto zaczyna wychodzić na ulicę, spotykać się ze znajomymi, zasiadać wspólnie przy obfitej kolacji i razem się bawić.

Maroko hit czy kit

Z tego też powodu, nie byłam do końca przekonana, czy bezpiecznie jest wychodzić poza teren hotelu w krótkich spodenkach i koszulce na ramiączkach. A niestety, to stanowiło 99% moich ubrań w walizce. Na szczęście, okazało się, oprócz małych dzieci, nikt nie zwracał na mnie szczególnej uwagi. Pewnie jest to zasługa tego, że przebywaliśmy w samych turystycznych miastach, dlatego Marokańczycy mogą już być przyzwyczajeni do takich widoków. ;)

Maroko hit czy kit

Jedyne, na co, moim zdaniem, można narzekać to wyłudzacze pieniędzy. Słyszeliśmy i czytaliśmy o nich sporo przed przyjazdem do Maroka, ale i tak nie mogliśmy uwierzyć w większość z tych historii. Dopóki nie przekonaliśmy się na własnej skórze, że tutaj nie ma czegoś takiego jak bezinteresowna pomoc. Za wszystko trzeba płacić. Nawet rzeczy, o których w życiu by się nie pomyślało.

Maroko hit czy kit

Pierwsze co nas spotkało, po wyjściu z lotniska to Marokańczyk, który podszedł do nas z propozycją zaniesienia bagażu do autokaru, którym mieliśmy podjechać pod hotel. Zaskoczeni uprzejmością obywateli i biura podróży jednocześnie (bo byliśmy przekonani, że ten mężczyzna pracuje dla naszego biura podróż), od razu ochoczo się zgodziliśmy. Wyobraźcie sobie naszą zdziwioną minę kiedy tuż przy samym autokarze wystawia do nas rękę ze słowami „give me some money”.

Maroko hit czy kit

Oprócz tego, podczas pobytu nie raz, nie dwa, byliśmy zaczepiani przez miejscowych, po to, aby mogli na nas zarobić. Bardzo popularne jest tutaj wskazanie komuś drogi, na przykład na targ, albo w inne miejsce, które turyści chętnie by zobaczyli. Za samo zainteresowanie się tematem i dopytywanie gdzie warto pójść i zobaczyć coś ciekawego, będą chcieli od Ciebie pieniądze.

Maroko hit czy kit

To samo tyczy się pogłaskania małpki, dzięki której też bardzo często chcą zarobić, a nawet zrobienie komuś zdjęcia. Co do czego trzeba bardzo uważać, bo nie dość, że na cenę takiego zdjęcia trzeba się wcześniej umówić, to jeszcze, zwykli obywatele nie za bardzo lubią być traktowani jak atrakcja turystyczna.

 

Agadir

Maroko hit czy kit

W tym mieście spędziliśmy większość naszych wczasów, bo tutaj znajduje się nasz hotel. Ale nie spędziliśmy za dużo czasu, w samym hotelu, raczej woleliśmy zobaczyć „coś więcej” niż basen i leżaki. A może to tylko moje złudne wrażenie?

Maroko hit czy kit

W Agadirze, poza okolicami przy naszym hotelu i samym miastem, zwiedziliśmy m. in. marokański souk, czyli market, na którym można kupić różnorodne rzeczy. Od pięknej ceramiki i kolorowych przypraw zaczynając, na torebkach z Louis Vuitton za 100 złotych kończąc. Będąc na takim targu, warto pamiętać, że dopóki nie ma wystawionych cen przy rzeczach na sprzedaż, dopóty trzeba się ze sprzedawcą targować. Aczkolwiek, jak już zaczniemy, wypada ową rzecz kupić.

Maroko hit czy kit

W mieście Agadir, w Maroku, znajduje się średniej wielkości wzgórze, na którym widnieje napis „Bóg, Ojczyzna, Król”. Bardzo dobrze, widać go w nocy, dlatego że jest podświetlany, dzięki czemu robi ogromne wrażenie. Niestety, na górę nie da się wejść pieszo. My, skorzystaliśmy z busa. I mimo że, jadąc pod górę, mieliśmy wilgotne dłonie ze stresu przy zakrętach, to naprawdę było warto! Widok z wysokości, jest niesamowity.

Maroko hit czy kit

 

Marakesz

Maroko hit czy kit

Najbardziej turystyczne miasto Maroka, miałam nadzieję, że zrobi na mnie większe wrażenie. Byłam przygotowana na otaczające mnie zewsząd smaki i zapachy tego kraju. Jednak na miejscu okazało się, że prawdopodobnie przez ramadan, o którym wspominałam, większość osób siedzi w domach. Na głównym placu Marakeszu i na souk’u, obecni byli tylko nieliczni. A nawet jak byli, to i tak przeważnie spali.

Maroko hit czy kit

Moją uwagę przyciągnęły natomiast koty w Marakeszu. A raczej, całe ich mnóstwo. Młode i starsze, bardziej zadbane i te mniej. Widać było, że są to koty dachowe, które w porównaniu do polskich kotów, które mieszkają w domach, z luksusami nie mają nic wspólnego. Natomiast to co je wyróżniało to ubarwienie. Kolor ich futerka jest naprawdę piękny. Widzieliśmy koty biało-rude, czarne, biało-szare, biało-czarne, ale żadnego szaroburego!

Maroko hit czy kit

W Marakeszu, mieliśmy też okazję spróbować tutejszego jedzenia. Byliśmy w dwóch bardzo oryginalnych restauracjach. W jednej z nich, mieliśmy nawet okazję zobaczyć prawdziwy taniec brzucha. Co do samego jedzenia, no cóż, nie nasze gusta smakowe. Polacy są chyba przyzwyczajeni do bardziej obfitych dań i wyrazistych smaków. Dostaliśmy do jedzenia kuskus z warzywami, a na deser arbuza. Jedyne, co polecam z naszego zestawu, to prawdziwa herbata miętowa.

Maroko hit czy kit

W tym mieście, spotkała mnie też nieco niemiła niespodzianka, dlatego że prawie doświadczyłam, wspomnianego wcześniej, naciągania turystów. W momencie kiedy, zatrzymaliśmy się na dłuższą chwilę, podeszła do nas Marokanka z pytaniem czy chcę, żeby zrobiła mi na ręce tatuaż z henny. Grzecznie jej podziękowałam i powiedziałam, że nie, może następnym razem (oczywiście, wiadomo że następnego razu nie będzie, ale to takie moje dyplomatyczne spławianie ludzi, zawsze działa).

Na co ona, zaczęła całkiem sympatycznie nas zagadywać. Zaczęła od tego, że mam ładne oczy, zapytała, czy Łukasz to mój mąż, jak nam się podoba w Maroko, i takie tam. Nawet się nie zorientowałam, kiedy już trzymała moją rękę i zaczęła coś na niej rysować henną. Na szczęście, w porę zaczęłam się jej wyrywać. Widać było, że nie spodobało jej się to za bardzo i już z niezbyt grzecznym tonem głosu, mówi, że musi już skończyć to co zaczęła malować. Podziękowałam jej jeszcze z milion razy, odmówiłam i poszłam.

Maroko hit czy kit

Na samym końcu, odwiedziliśmy ogrody Yves Saint Laurent’a. Miejsce przepiękne, z ogromną ilością zieleni. Powiedziano nam, że projektant, mimo że urodził się we Francji, zakochał się w malowniczym Maroku. Z tego właśnie powodu, YSL postanowił kupić dom, który znajduje się w tych ogrodach i przyjeżdżał tam dwa razy w roku po to, aby pracować nad swoimi kolekcjami. Obecnie, są tam rozsypane jego prochy, a miejsce jest odwiedzane przez setki turystów.

Jakie są Wasze wrażenia po przeczytaniu recenzji? I gdzie się wybieracie w tym roku na wakacje?